Kibice, którzy szczelnie wypełnili obiekt przy Łódzkiej, nie mogli narzekać na poziom sobotniego widowiska. Oba zespoły stoczyły bowiem zacięty bój godny parkietów pierwszoligowych. Kaliszanom, którzy znacznie poprawili swoją grę w porównaniu z piątkowym starciem z Centrum Augustów, zwycięstwo kilkakrotnie wymykało się z rąk, aż w końcu uciekło bezpowrotnie. – W piątek wyszliśmy obronną ręką z trudnego momentu. Dziś sytuacja się odwróciła – przyznaje trener Marian Durlej.
Szkoleniowiec nawiązuje do końcowych fragmentów czwartej odsłony. Jego podopieczni byli wówczas o krok od zakończenia rywalizacji. Po błędzie przeciwników mieli meczbola przy stanie 24:20. Nie wykorzystali go jednak, tak jak trzech kolejnych. W grze na przewagi także mogli postawić kropkę nad „i”, ale po bloku na Krzysztofie Poradzie przegrali 31:33. – Mogliśmy zakończyć ten mecz i sprawa byłaby jasna. Siatkówka to jest jednak sport, w którym trzeba zachować cierpliwość. My natomiast zbyt szybko chcieliśmy zdobyć ten decydujący punkt – uważa trener Durlej.
Wcześniej niemal wszystko układało się po myśli gospodarzy. Pierwszego seta wygrali oni do 21 po ataku Bartosza Łazarowicza, a drugiego do 24 po potężnym serwisie Jakuba Wagnera. W trzecim już na początku pozwolili przeciwnikom uciec na 2:7, a potem na 7:14 i 10:20, przez co nie byli w stanie odrobić strat. Po feralnej czwartej partii przyszedł czas na tie-break, w którym kaliszanie prowadzili do stanu 9:8. Potem z pola serwisowego sporo namieszał były gracz MKS-u Jakub Rohnka, wyprowadzając Czarnych na 12:9. Miejscowi złapali jeszcze kontakt (12:11), ale później nadziali się na blok i nie potrafili zatrzymać najlepszego na parkiecie Filipa Frankowskiego. – Jesteśmy niesamowicie szczęśliwi, tym bardziej, że na początku szło nam jak po grudzie. W czwartym secie byliśmy na straconej pozycji, ale dzięki ogromnej determinacji wyciągnęliśmy ten mecz – cieszy się opiekun ekipy z Rząśni, Sławomir Augustyniak. – Przed meczem mówiłem chłopakom, że trzeba walczyć i ta walka była. Nie mogę mieć żadnych pretensji. Szkoda wyniku, bo nam trochę komplikuje plany. Nie wszystko już zależy od nas – zauważa Marian Durlej.
Przed ostatnim dniem turnieju sytuacja w półfinałowej tabeli jest bardzo ciekawa. Żadna z drużyn bowiem nie może być pewna awansu do zmagań finałowych, a szansę, by to osiągnąć, zachowały trzy teamy. MKS-owi wystarczy w zasadzie wygrana z niemającym już choćby iskierki nadziei Huraganem Wołomin. Sprawa się jednak skomplikuje jeśli Czarni przegrają z Centrum 2:3. Wówczas, przy założeniu że kaliszanie zwyciężą 3:0, trzy zespoły legitymować się będą identyczną ilością punktów i bilansem setów. O awansie zadecydują wówczas małe punkty.
Niedzielny mecz MKS-u z Huraganem rozpocznie się o godzinie 13:00. Wstęp jest wolny.
Michał Sobczak
Napisz komentarz
Komentarze