Wody Polskie – spółka, która w imieniu rządu administruje infrastrukturą wodną i przeciwpowodziową w Polsce poinformowała, że złożyła pierwsze wnioski w ramach unijnego programu FEnIKS na dofinansowanie pięciu najważniejszych inwestycji przeciwpowodziowych. Kwota dofinansowania to miliard złotych, a inwestycje dotyczą południa Polski. Nie ma na liście Kalisza i zbiornika Wielowieś Klasztorna.
Realizacja powyższych projektów przyczyni się do znaczącej poprawy bezpieczeństwa przeciwpowodziowego w regionach objętych inwestycjami, zwiększy retencję wodną oraz wzmocni odporność na skutki zmian klimatycznych. Wody Polskie równolegle prowadzą intensywne prace w celu złożenia kolejnych wniosków aplikacyjnych do programu FEnIKS – informują Wody Polskie.
Na tej dalszej liście 20 kolejnych projektów do unijnego dofinansowania znajduje się m.in. modernizacja zbiornika Jeziorsko i Sulejów. Wielowsi Klasztornej brak.
Na jakim etapie jest ta inwestycja?
Jakikolwiek postęp w tej sprawie to fakt, że Urząd Marszałkowski przekazuje Wodom Polskim wykupione od wysiedlonych ludzi tereny. Niektóre wykupione już 20 lat temu. To jedyny postęp, bo poza tym nie ma finansowania, nie ma nawet decyzji czy zbiornik będzie zalany wodą czy będzie to tzw. suchy polder. Nie ma też decyzji środowiskowej, bo jej ważność już wygasła. Gminy na obszarze których ma powstać zbiornik żyją w zawieszeniu, bo procesy inwestycyjne są wstrzymane, a wiele rodzin zostało pozbawionych swoich domów, które przez lata popadają w ruinę. Tak jest m.in. we wsi Raduchów, która cała miała być zalana wodą.
(1).jpg)
W Raduchowie w większej części wsi życie zatrzymało się na wczesnych latach 2000
- Mój ojciec opowiada, że jeszcze przed wojną jego ojciec mówił, że zostaniemy wysiedleni, bo tu będzie zalane. Od tamtych czasów wychowuje się tu czwarte pokolenie mojej rodziny i nic – mówi nam jedna z mieszkanek, która została w tej wsi.
Kilka domów w Raduchowie wciąż jest zamieszkanych. To ludzie, którzy nie sprzedali swojego majątku, albo ci, którym pozwolono tu zostać. Żyją, jak sami mówią, jakby czas się zatrzymał. Nie mogą doprosić się w gminie żadnych inwestycji, np. remontu drogi, bo po co remontować, skoro teren ma zostać zalany. Siedliska, w których pozostali ludzie są wyraźnie oznaczone tabliczkami typu „teren prywatny”, „zakaz wstępu” itp. Dlaczego?
Od lat przyjeżdżają tu różni obcy ludzie, bywało tak, że cała ta droga była zastawiona autami. Szukają sensacji, atrakcji, czasami strach był wyjść z domu. Chodzili tu nawet po nocy. A przecież my tu jeszcze żyjemy, to nie jest skansen jakiś, tylko nasz dom. Oznaczamy domostwa żeby obcy wiedzieli, że tu normalnie ludzie żyją, nie ma tu czego zwiedzać- mówi nam mieszkanka Raduchowa.
.jpg)
Pani Magda od kilku lat nie mieszka już w tej wsi. Czasami odwiedza rodzinny dom, by bezsilnie oglądać jak jej dobytek popada w ruinę.
Mieszkaliśmy w Raduchowie 10 lat od roku 2010 roku i od tamtego czasu stoją te ruiny. Nas z małymi dziećmi wysiedlili w 2019 roku już w tedy mieli zacząć budowę zbiornika. Przez 5 lat nie zrobili nic, dom popadł w ruinę, ale jak to stwierdziła pani z Wód Polskich to jest już ich. Kupione za pieniądze ze Skarbu Państwa i ma stać i niszczeć – pisze pani Magda.
W niepewności i stagnacji żyją nie tylko pojedyncze rodziny, ale całe samorządy. Pozbawione decyzyjności o własnych terenach, brakiem decyzji „na górze”.
Jest trudno zarządzać w zawieszeniu, niepewności, co będzie dalej. Prostym przykładem może być niemożność pozyskania środków zewnętrznych czy budowania drogi. Był wspomniany Raduchów, tam jest piękna Aleja Dębowa, ja nie mogę położyć na niej asfaltu, ponieważ być może ta droga będzie zalana- mówi w Radiu Poznań Anatol Piaskowski, wójt gminy Sieroszowice.
Samorząd województwa wielkopolskiego wykupił ponad 1200 hektarów terenu, na co wydano ponad 94 miliony złotych i był gotowy do rozpoczęcia budowy zbiornika już wiele lat temu.
My jako samorząd województwa wtedy kiedy mieliśmy kompetencje, zrobiliśmy bardzo wiele w tym zakresie (…). W 2017 roku zmieniono ustawę „prawo wodne” i odebrano nam kompetencje w tym zakresie. My byliśmy bardzo mocno przygotowani do tego żeby ten zbiornik wybudować, niestety przeszło to w kompetencje Gospodarstwa „Wody Polskie” – wyjaśnia Krzysztof Grabowski, wicemarszałek województwa wielkopolskiego.Decyzja uległa przedawnieniu”
Najnowsza informacja nt. postępów prac jest taka, że postępów nie będzie, a raczej powrót do punktu wyjścia…
Decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach uległa przedawnieniu, już jest nieważna. W związku z tym jesteśmy teraz na etapie znowu jakby początkowym, ale paradoksalnie może to nam pomóc, ponieważ zmieniły się warunki hydrologiczne i meteorologiczne- Mówi podczas radiowej debaty Michał Wierzbicki, z poznańskiego oddziału spółki Wody Polskie.
Ta zła informacja z pozoru może nie być taka zła – przekonują zainteresowane strony. Poprzednia decyzja środowiskowa wydana była w oparciu o inne uwarunkowania klimatyczne niż są obecne. Zakładała ona zalanie ogromnych terenów i utworzenie „mokrego zbiornika”, a taki może być wcale nie potrzebny. Przeciwko zalaniu doliny Prosny na styku trzech powiatów opowiadają się ekolodzy i miłośnicy przyrody. Podważają oni zasadność takiego przedsięwzięcia.
Nieoficjalnie lokalni pracownicy spółki Wody Polskie mówią, że temat przez ostatnie dekady posunął się tak daleko, że nikt nie odważy się, by dziś powiedzieć, że zbiornika w ogóle nie będzie, bo w przeciwnym razie po, co te wszystkie wykupy ziem i wysiedlanie ludzi. Z drugiej strony, niezależnie od tego czy zbiornik będzie suchy czy mokry i tak nie ma na jego budowę pieniędzy. Najtaniej i najłatwiej jest więc tak budować, by nie zbudować, a procedury formalne i rozrysowywanie kolejnych map kosztują niewiele. W cieniu kolejnych debat, i medialnych i eksperckich, życie w Raduchowie jeszcze się tli.
(1).jpg)
Proces powstawania zbiornia Wielowieś Klasztorna dobrze symbolizuje tytuł książki pozostawionej 20 lat temu przez wysiedlonych stąd ludzi: „Droga przez mękę”.
KLIKNIJ I PRZECZYTAJ:
Napisz komentarz
Komentarze