Koszykarze z Kalisza rozegrali jeden z najgorszych meczów w tym sezonie. Przytrafiło im się to w momencie, w którym wydawało się, że wychodzą na prostą i są na dobrej drodze, by powalczyć o czołowe lokaty. W końcu do sobotniej potyczki przystąpili po serii trzech kolejnych zwycięstw. – Wszyscy mieliśmy rozbudzone apetyty i myśleliśmy, że możemy jeszcze coś ugrać w tych rozgrywkach. Jako zespół rozegraliśmy jednak bardzo słaby mecz – przyznał trener Czaska.
Miejscowi dotrzymywali kroku katowiczanom tylko przez pierwsze sześć minut. W tym okresie przegrywali wprawdzie 11:13, ale nie pozwalali przeciwnikom odjechać na dłuższy dystans. Końcówkę pierwszej kwarty przegrali jednak 3-13 i musieli gonić wynik. Ta sztuka nie wychodziła im najlepiej. Jedyne, co udało im się zrobić, to zmniejszyć stratę do pięciu oczek w połowie drugiej odsłony (26:31). W trzeciej i czwartej kwarcie gospodarze byli bezsilni wobec solidnie prezentujących się przyjezdnych i w efekcie przegrali 72:101.
– W każdym elemencie rzemiosła koszykarskiego byliśmy po prostu słabsi. Nie udało nam się zrealizować naszych założeń i zniwelować najmocniejszych stron przeciwnika. Rywale zdobyli prawie 60 punktów spod kosza i ponad 20 z szybkiego ataku, co nie powinno się zdarzyć. Po pierwszych minutach wycofaliśmy się z walki i to nas zgubiło – podsumował trener Piotr Czaska.
Po sobotniej porażce MKS spadł na szóstą lokatę w tabeli grupy mistrzowskiej. Do rozegrania w tym sezonie kaliszanom pozostało jeszcze pięć spotkań. Ich rezultaty nie będą miały większego znaczenia, bo awans raczej im „nie grozi”. Najbliższy mecz odbędzie się 21 marca. O godzinie 18:00 w Arenie gospodarze podejmą lidera rozgrywek, AZS AWF Katowice, który w sobotę doznał pierwszej od wielu miesięcy porażki.
Michał Sobczak
Napisz komentarz
Komentarze