Nagroda dla najlepszego sportowca w Kaliszu trafia do Ciebie już po raz czwarty, ale do tej pory rzadko miałaś okazję, by osobiście odebrać to wyróżnienie.
- Cieszę się, że po raz czwarty zostałam doceniona. Za pierwszym razem byłam osobiście, później nagrodę odbierała za mnie siostra. Teraz dobrze się złożyło, że jest przerwa pomiędzy kolejnymi zgrupowaniami i mogłam się zjawić osobiście. To bardzo miła sprawa. Jest jednak troszkę goryczki, ale widocznie tak musiało być.
Z czego wynika ta „goryczka”?
- Goryczka wynika z tego, że mój tata, czyli trener klubowy Zbigniew Walczykiewicz, nie został wyróżniony jako jeden z lepszych trenerów w Kaliszu. Wcale nie ujmuję niczego szkoleniowcom, którzy zostali docenieni, ale uważam, że jeśli ktoś jest trenerem dwóch mistrzyń świata i zarazem dwóch mistrzyń Polski to zasługuje na to, żeby stanąć w jednym szeregu z wyróżnionymi i usłyszeć słowa gratulacji.
Wracając do ubiegłego roku, można go uznać za przełomowy w Twojej karierze? Zdobyłaś w końcu upragnione złoto mistrzostw świata.
- Brakowało tego złotego medalu. Ciągle tylko srebro, srebro, srebro... I w końcu udało się! Podczas mistrzostw w Moskwie zanosiło się na kolejną passę srebrnych medali. Po zdobyciu dwóch krążków pomyślałam jednak, że trzeba coś z tym zrobić. Wiedziałyśmy z dziewczynami z kadry, że ostatnia konkurencja, w której miałam szansę na medal, czyli sztafeta, wypadnie z programu kolejnych mistrzostw, także zależało nam na jak najlepszym starcie. Tak też było i można powiedzieć, że jesteśmy ostatnimi mistrzyniami świata w sztafecie, bo więcej już jej nie będzie.
Do kolekcji brakuje jeszcze złota MŚ w Twojej koronnej konkurencji, czyli K1 200 metrów.
- Dokładnie. Mistrzostwo Europy już zdobyłam dwa lata temu, także celuję teraz w mistrzostwo świata indywidualnie, aczkolwiek nie obraziłabym się i zamieniłabym to chętnie na złoto olimpijskie. Mam cel, plany na ten rok i przyszły, także nie pozostaje nic innego, jak jechać na kolejny obóz i dalej ciężko trenować, by te plany zrealizować.
Jak przebiegają przygotowania do nowego sezonu?
- Zaczęłyśmy dość wcześnie. Po drodze było trochę komplikacji spowodowanych między innymi kontuzją i operacją. Straciłam trochę wytrzymałości, ale już jest lepiej. Było trochę biegania na nartach, czego za bardzo nie lubię. Od ostatniego obozu w Portugalii pracuję pełną parą, zaczęłyśmy już trening specjalistyczny na wodzie, czyli to, co wszystkie dziewczyny z kadry lubią najbardziej.
Za sobą masz już pierwszy start i pierwsze w tym roku podium. Jak oceniasz swoją formę na tym etapie przygotowań?
- Na takich miniregatach w portugalskim Montebelo organizowanych przez firmę Nelo, która produkuje kajaki, byłam trzecia na nietypowym dystansie 150 metrów i trzynasta na dłuższym dystansie. Myślę, że to dobre prognostyki, bo w końcu przegrałam tylko z czołówką światową. Cały czas utrzymuję więc dobry poziom, a po nadchodzących treningach dyspozycja powinna rosnąć. Od środy przebywamy we włoskiej Sabaudii na kolejnym zgrupowaniu. W kwietniu przyjdzie czas na pierwsze starty w Polsce.
Twój cel na ten rok?
- Przede wszystkim kwalifikacja olimpijska na przyszłoroczne igrzyska w Rio de Janeiro. Poza tym na pewno chciałabym wystartować w swojej koronnej konkurencji K1 200 metrów we wszystkich najważniejszych tegorocznych zawodach, czyli mistrzostwach Europy, świata, Pucharach Świata i Igrzyskach Europejskich. Wiadomo, że nie jest to oczywiste, bo najpierw muszę potwierdzić w kraju i to kilkukrotnie, że na to zasługuję i jestem najlepsza. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować wszystkie cele.
Rozmawiał Michał Sobczak
***
Plany startowe Marty Walczykiewicz i polskich kajakarek w 2015 roku
24-26 kwietnia – Wałcz, regaty eliminacyjne
1-3 maja – Racice (Czechy), mistrzostwa Europy
15-17 maja – Montemor-o-Velho (Portugalia), Puchar Świata
20-24 maja – Duisburg (Niemcy), Puchar Świata
5-7 czerwca – Poznań, mistrzostwa Polski
12-16 czerwca – Baku (Azerbejdżan), Igrzyska Europejskie
19-23 sierpnia – Mediolan (Włochy), mistrzostwa świata
Napisz komentarz
Komentarze