Decydujący o pozostaniu w grze o I ligę mecz lepiej zaczęli rywale, którzy nieznacznie, ale jednak wygrali dwa pierwsze sety. – Nasza zagrywka nie była rewelacyjna, a w każdym z tych setów popełniliśmy mnóstwo błędów własnych. Wierzyłem jednak, że się pozbieramy. Gdy udało się wygrać trzeciego, wiedziałem, że pójdziemy za ciosem. Tylu emocji, co w tym spotkaniu, to przyznam szczerze, że jeszcze nie doświadczyłem. Bardzo się denerwowałem, moi podopieczni także – wspomina szkoleniowiec.
Opiekun MKS-u przyznaje, że po dwóch przegranych partiach trudno mu było zareagować, by wpłynąć na to, co dzieje się na parkiecie. – Tu nie było mowy o żadnej taktyce, bo w ferworze walki taktyka praktycznie nic nie dawała. Najważniejszym czynnikiem była chłodna głowa. Na początku jej zabrakło, ale na szczęście później wszystko poszło w dobrą stronę – twierdzi Marian Durlej.
Szkoleniowiec wskazuje, że ważnym elementem, który wpływał na rezultat środowego spotkania, była zagrywka. - Widać było, że rywale skupili się właśnie na serwisie, starali się psuć jak najmniej zagrywek i tym nam sprawiali problem. My z kolei graliśmy w tym elemencie na granicy ryzyka, bo mamy zawodników, którzy potrafią posłać rotacyjną zagrywkę, nie zwalniają ręki. Musieliśmy zaryzykować, nie zawsze to wychodziło, ale coś za coś – wyjaśnia trener Durlej.
Przed MKS-em batalie w turnieju półfinałowym o wejście do pierwszej ligi. Ten rozegrany zostanie w dniach 10-12 kwietnia, więc na odpowiednie przygotowanie jest jeszcze trochę czasu. – Myślę, że zagramy jeden, może dwa sparingi. Co drugi dzień będziemy mieć siłownię. Mamy trochę czasu, żeby wypocząć i podładować akumulatory. Fizycznie jesteśmy przygotowani bardzo dobrze, wszystko będzie zależeć od mentalności. Nie będzie słabych drużyn, trzeba będzie walczyć. Spokojna i systematyczna gra powinna przynieść efekt – uważa Marian Durlej.
Michał Sobczak
Napisz komentarz
Komentarze