Jeszcze niedawno sytuacja teamu z Kalisza była nie do pozazdroszczenia. Po pierwszej rundzie zgromadził on zaledwie dziewięć oczek i balansował na krawędzi strefy spadkowej. To się na szczęście zmieniło. Przed półmetkiem części rewanżowej podopieczni Mateusza Różańskiego dołożyli do swojego dorobku osiem punktów, przez co stali się poważnym kandydatem do walki o miejsca w górnej połowie tabeli. – Jest coraz lepiej. W tej rundzie graliśmy z czołówką ligi i na sześć meczów wygraliśmy cztery. To dobry prognostyk – mówi nam bramkarz MKS-u, Tymon Trojański.
Ten czwarty triumf kaliszanie dołożyli w sobotę w Arenie, a przeciwnika mieli wymagającego, bo za takiego bez wątpienia uchodzi SPR Tarnów. Przyjezdni, plasujący się nieco wyżej w tabeli od MKS-u, otworzyli wprawdzie rezultat po bramce Sławomira Karwowskiego, ale było to ich jedyne prowadzenie w tej rywalizacji. Gospodarze odpowiedzieli trafieniami Filipa Surosza i Łukasza Siega, błyskawicznie odskakując na 5:1. Kilkubramkową przewagę utrzymywali niemal przez całe spotkanie. W ostatnim kwadransie grali na tyle swobodnie, że z minuty na minutę zwiększali dystans. Na kilkadziesiąt sekund przed końcem rzut Surosza wyprowadził ich na 13-bramkowe prowadzenie, najwyższe w meczu (34:21). Goście zdołali jeszcze przeprowadzić dwie skuteczne akcje i ostatecznie MKS zwyciężył 34:23.
– Różnicę w obronie robił Łukasz Kobusiński, swoją cegiełkę w bramce dołożył Tymon Trojański, a druga linia rzucała tak jak należy. Wszystko więc funkcjonowało na odpowiednim poziomie. SPR zabrnął daleko w Pucharze Polski i odpadł dopiero z Wisłą Płock. Tymczasem my ograliśmy tarnowian w sposób przekonywujący. Rozpędzamy się jak pociąg i mam nadzieję, że ten pociąg rozpędzi się jeszcze bardziej, bo nie pokazał jeszcze swojego maksimum, a stać go na bardzo dużo – podsumował trener Mateusz Różański.
Nagrodę dla najlepszego zawodnika spotkania odebrał Łukasz Kobusiński. Całkiem zasłużenie, bo dyrygował kaliską defensywą w sposób perfekcyjny, mimo że już od 19. minuty grał z bagażem dwóch kar. – Tutaj każdy dołożył coś od siebie. To kolejny mecz, w którym tracimy mniej niż 30 bramek, więc widać nasze postępy w obronie – twierdzi doświadczony kołowy.
MKS ma już na koncie 17 punktów. Do szóstego w tabeli KSZO traci zaledwie jedno oczko. Przed szczypiornistami z Kalisza seria czterech meczów wyjazdowych. – Od piątego miejsca dzielą nas tylko trzy punkty, więc ta lokata jest w naszym zasięgu. W każdym kolejnym spotkaniu zagramy o pełną pulę – zapewnia Kobusiński.
Michał Sobczak
Napisz komentarz
Komentarze