Stawką tej rywalizacji jest miejsce w turnieju półfinałowym o wejście do I ligi, a chrapkę na grę w tych zmaganiach mają oba zespoły. Nic więc dziwnego, że od samego początku w poczynaniach zarówno MKS-u, jak i Lechii dominowała nerwowość. Atmosfera spotkania dała się też we znaki arbitrom, których decyzje kilkakrotnie podniosły ciśnienie zawodnikom i kibicom. – Początkowo sędziowie mylili się na korzyść rywali, ale później my też korzystaliśmy na ich kontrowersyjnych decyzjach. Nie miało więc to wpływu na wynik meczu – przekonuje nas środkowy kaliskiej drużyny Michał Lipa.
W pierwszej partii prowadzenie zmieniało się, jak w kalejdoskopie. W końcówce kaliszanie prowadzili 20:17 i mieli setbola przy stanie 24:22. Gdy wydawało się, że przy rezultacie 25:24 zanotowali skuteczny blok, sędziowie trochę nieoczekiwanie przyznali punkt przyjezdnym. Ci skorzystali na zamieszaniu, zablokowali najpierw Krzysztofa Poradę, a potem Piotra Janiaka i wygrali do 26. – Popełniliśmy dużo błędów w ataku, trochę w obronie i stąd ten wynik – uważa drugi trener MKS-u, Andrzej Płócienniczak. – Lechia to drużyna, której nie można dać się rozegrać. Niestety w pierwszym secie pozwoliliśmy rywalom na zbyt wiele – dodaje Michał Lipa, który mimo złamanego palca pojawił się na parkiecie już w premierowej odsłonie i pozostał na nim do samego końca spotkania.
Z upływem czasu miejscowi opanowali nerwy i zaczęli grać swoją siatkówkę. Drugą partię rozstrzygnęli po świetnej końcówce. Blok Jakuba Wagnera i mocny serwis Daniela Telegi dały im niezwykle ważną wygraną (25:22). W dalszej fazie potyczki nie pozostawili przyjezdnym żadnych złudzeń. Szczególnie w czwartym secie, którego zaczęli od prowadzenia 12:1. Goście kompletnie nie radzili sobie z przyjęciem zagrywki Piotra Janiaka, czujnie w bloku zagrali Tobiasz Piechociński i Michał Lipa, a w ataku na właściwe obroty wskoczył Krzysztof Porada. As serwisowy tego ostatniego wyprowadził MKS na prowadzenie 18:5. Całe spotkanie zakończył celnym zbiciem wspomniany Janiak (25:9).
– Od końcówki drugiego seta zaczęliśmy grać spokojniej i rozważniej. Myślę, że chłopcy uwierzyli w swoją siłę i w kolejnym spotkaniu zagrają to, co potrafią najlepiej – podsumował trener Płócienniczak.
Drugi mecz obu zespołów rozegrany zostanie już jutro, także w hali przy Łódzkiej. Początek o godzinie 11:00. Wstęp jest wolny. Rywalizacja w pierwszej rundzie play-off toczy się do trzech wygranych spotkań.
Michał Sobczak
Napisz komentarz
Komentarze